4 cze 2016

To nie kolejna Gwen Stacy - recenzja "The Unbelievable Gwenpool" #1 (2016)

Gwen Stacy jest jedną z niewielu postaci, które przez długi czas pozostawały martwe (a i umierały na kilka różnych sposobów, w zależności od tego w jakim uniwersum się znajdowały). Jednak niedawno to się zmieniło, Gwen nie tylko żyje, i to w kilku wymiarach, ale do tego przejmuje rolę super-heroiny. I tak oto mamy Spider-Gwen, Gwenom czy wreszcie Gwenpool, o której będzie mowa w tej recenzji. Co ciekawe, to Gwenpool wcale nie jest związana z Gwen Stacy; łączy je tylko imię. I może troszkę wygląd. Możecie zapytać zatem - Po co taki wstęp? - na co ja Wam odpowiem - A czemu nie?

Rysunki: Danilo Beyruth, kolory: Tamra Bonvillain 

Gwenpool to Gwen Poole – wielka fanka komiksów Marvela, która pochodzi z naszego świata. Jak została przeniesiona do świata komiksów? Tego nie wiadomo, po prostu się w nim znalazła. Można się jednak domyślić, że skoro teraz ma swoją własną solową serię, prędzej czy później dowiemy się, kto ją wciągnął w rysunkowy świat i jaki był tego cel. Zanim jednak do tego dojdzie, będziemy mogli zaczytać się w jej przygodach, które Gwen będzie dla nas komentować na bieżąco, a nawet będzie próbować wciągnąć nas w akcję.

Pierwszy numer The Unbelievable Gwenpool zaczyna się jak pewnie każdy komiks z nowym super-bohaterem mógłby się zaczynać. Banda przestępców planuje napaść na bank, w czym pomaga im haker – krewny jednego z kryminalistów. Skoro już wiemy, czego dotyczy akcja, można się domyślić, że do wszystkiego dołączy Gwen. I nie musimy na nią długo czekać, bo jest ona w banku, który ma za chwilę zostać obrabowany, próbując wpłacić na konto pieniądze z dwóch toreb podróżnych. Jak się później okazuje w jednej z toreb jest broń.

Rysunki: Danilo Beyruth, kolory: Tamra Bonvillain 

Gwen nie ma żadnych specjalnych super mocy. Sama przyznaje, że preferuje broń ponad jakąkolwiek inną super moc. Niektórzy jednak twierdzą, że to co jest w niej super, to fakt, że ma sporą wiedzę o komiksach, zna prawdziwą tożsamość każdego super-bohatera oraz, co już można wywnioskować z powyższej informacji, bardzo dobrze posługuje się bronią palną. Jeden z portali nawet stwierdził, iż bycie piękną kobietą również można zaliczyć do super mocy. No cóż. Whatever floats your boat, jak to mawiają Amerykanie.

Wracając do komiksu, napad na bank jest swojego rodzaju prologiem do pierwszego numeru. Cała sytuacja kończy się śmiercią napastników z rąk Gwen, w wyniku czego ona sama jak i haker współpracujący z przestępcami zostają aresztowani. Jak sobie z tym poradzi nasza bohaterka? Nie chcę za dużo zdradzać, ale w trakcie całego zajścia Gwen zyskuje również pomocnika.

Wykonanie: Gurihiru

Na tym kończy się prolog, po którym Gwenpool wprowadza nas do swojej komiksowej codzienności. Współpracuje ona z Big Ronnie, która to dba o jej strój oraz dostarcza pracę, dzięki której Gwen zarabia. Tak, Gwenpool jest najemnikiem/najemniczką. Niestety, za pierwsze zlecenie, przy którym jej towarzyszymy, nie otrzymuje zapłaty z powodu zbyt dużych zniszczeń. Po tym nadchodzi kolejne, duże zlecenie, które przysporzy jej tylko problemów. Jakich? Nie zdradzę.

W tym numerze oprócz Gwen i już wyżej wspomnianych postaci pojawia się również… M.O.D.O.K. Poza tymi bohaterami nikt ważny, zarówno dla fanów jak i dla fabuły, nie wkracza na panele komiksu, ale już zapowiedź drugiego numeru pokazuje/informuje czytelnika, że ma się to zmienić.

Wykonanie: Gurihiru

Za scenariusz całego numeru odpowiada Christopher Hastings, który ma na koncie m. in. Deadpool: Fear Itself, czy numery Howard the Duck, w których Gwenpool pojawia się po raz pierwszy. Oprócz tego, trzeba również dodać, że jest on częścią tria, które stworzyło tę postać. Historia opisana w pierwszym numerze solowej serii Gwen jest nie tylko ciekawa, ale i zaskakująca. Na tych kilkudziesięciu stronach jest tyle samo zwrotów akcji, co wybuchów, a co najważniejsze, to wszystko ma sens. Przynajmniej na razie. Ale nie ma się czemu dziwić. Kiedy pisze się komiks o postaci, która wie, że jest w komiksie, a do tego jest ich wielką fanką… można się łatwo domyślić, że cała akcja będzie przebiegała tak, aby się jak najbardziej podobała fanom.

Nad kreską i kolorami czuwało kilka osób. Prologiem zajmowali się Danilo Beyruth (rysunki) oraz Tamra Bonvillain (kolory). Główna historia to już robota Gurihiru. I tu muszę przyznać, że wykonanie głównej części numeru o wiele bardziej przypadło mi do gustu, niż to przy prologu. I sama Gwen wygląda lepiej, kreska jest przyjemniejsza dla oka. W prologu jest troszeczkę zbyt ostra i "kanciasta". Te "niedoskonałości" kreski nadrabiają kolory, ponieważ nadają odpowiednią atmosferę wydarzeniom – poważną, ale nie za bardzo, bo z panienką Gwen Poole nie może być za poważnie.

Wykonanie: Gurihiru

Kończąc, mam nadzieję, że recenzja tylko zachęciła tych niezdecydowanych do zanurzenia się w historię Gwenpool, która dopiero się zaczyna. Jeśli ktoś szuka czegoś innego, innego nawet od samego Deadpoola, to naprawdę polecam sięgnięcie właśnie po The Unbelievable Gwenpool. Dziewczyna wie jak "zadowolić" fanów, bo sama jest jednym z nich, i nie ma co się oszukiwać, może z niej wyrosnąć niezła konkurencja dla Najemnika z Niewyparzoną Gębą.


Autor okładki: Gurihiru

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz